Jak tu być spokojnym? Czyli o kelnerstwie słów kilka.
Istnieje tysiące zawodów. Praktycznie każdy zawód opiera się na komunikacji z drugim człowiekiem- klientem, konsumentem, pacjentem.
Ale praca dla głodnych ludzi jest chyba najbardziej denerwująca i wyczerpująca psychicznie. Mowa oczywiście o kelnerstwie. Zastanawialiście się czasami czemu do takiej pracy przyjmują głównie młodych ludzi? ( i nie chodzi tu o to, że oni są sprawnie fizycznie, o nie). Młodzi ludzie bowiem nie są jeszcze zmęczeni psychicznie i mają więcej sił , by stawiać czoła głodnym, bardzo wymagającym i nie wychowanym często klientom
.
.
Od ponad roku dorabiam sobie jako kelnerka, barmanka. W swojej ''karierze'' zawodowej spotkałam tylu różnych ludzi, że nic mnie już nie zdziwi. Ludzie są dziwni. Wierzcie mi.
Podzielę się z Wami moimi przemyśleniami i postaram się rzucić oko na każde aspekty pracy kelnera.I te pozytywne i te negatywne. Mam nadzieję, że uświadomię niektóre osoby, że jest to ciężka praca- nie zawsze, ale często.
Dla kogo?
Do tej pracy potrzebne są komunikatywne osoby. Pracodawca zawsze patrzy czy jesteś wygadany i pewny siebie. Tylko zdesperowani ludzie, zatrudniają ciche osoby, które wstydzą się powiedzieć ''smacznego'' lub podejść do klienta i zapytać się ''czy coś jeszcze podać''. Zazwyczaj poszukiwane są kulturalne osoby. I tacy jesteśmy, no ale do czasu gdy nas ktoś nie wkurzy.
Ludzie, ludziska, potwory.
Dzięki tej pracy spotkałam wielu wspaniałych ludzi. Takich, dla których chce się zrobić wyjątek i podzielić jedną porcję makaronu na dwie. Takich, dla których podaje się małą kawę w dużej filiżance a mleko ubija się na najlepszą piankę na Świecie. Takich, dla których specjalnie idzie się na zaplecze po ciepły sok. I to są zazwyczaj normalni ludzie, którzy po prostu Cię szanują i umieją powiedzieć ''dzień dobry''i ''poproszę'' . I tak, dla takich ludzi chce się pracować. Bowiem klient , który traktuje Cię z szacunkiem ( nie jak kogoś gorszego ) i nie uważa Cię za robota (tylko za człowieka) jest umileniem pracy każdego kelnera czy barmana. Czy tak wiele oczekujemy?
Są tacy, którzy traktują Cię jak zwykłego pachołka i oczekują od Ciebie nie wiadomo jakich cudów. Potrafią zmieszać Cię z błotem bo czują się lepsi od Ciebie. Nie wiem w sumie czemu. Zarabiamy uczciwie pieniądze. Praca jak każda inna a nawet od większości trudniejsza . A przyjdą tacy co się z Ciebie śmieją albo i tacy co jak nie podasz im karty w ciągu minuty wychodzą z lokalu z pretensjami. Szczerze? Nie obchodzi mnie to.
Miałam ostatnio taką sytuację, że przyszło małżeństwo z dzieckiem. Podałam im karty i zaczęłam robić zamówienie innego stolika : Latte i capuccino. A że ekspres w pracy miałam stary, to zajęło mi to z 5 minut. W trakcie robienia podeszła do mnie babeczka : ''długo mam czekać aż Pani podejdzie?'' odpowiedziałam ''jak zrobię zamówienie to podejdę''. Babeczka zabrała swoją rodzinkę i wyszła mówiąc, że nie będą czekać. No tak mi przykro. Miałam rzucić kawę i podejść do niej po zamówienie pozwalając na wystygnięcie kawy? W trakcie ubijania mleka? No ludzie, co was minuta zbawi. Już nie mówiąc o tym, że ta pani mogła złożyć zamówienie przy barze .
Ale i tak to nic w porównaniu z tym co Wam zaraz opowiem. Najśmieszniejsza lecz najżałośniejsza sytuacja zarazem. Przyszło małżeństwo koło 50 ze swoją ok.12 letnią córką. Nie ma co ukrywać, typowe wieśniaki . Córka ta trzymała loda w ręku i gdy szukali miejsca do posiedzenia swoich żałosnych , grubych tyłków dziewczyna upuściła perfidnie loda na podłogę jednocześnie go na niej rozmazując. Ojciec zaczął chrumkać do swojej córeczki śmiejąc się, że ona świnka. I wszyscy chrumkać nagle zaczęli. Cała familia zaczęła oddawać odgłosy świń. Może w tym chrumkaniu było słowo ''przepraszam'' z ich strony. Niestety, tego języka jeszcze się nie nauczyłam. Świnka-ojciec zamówił Żywca. Kazałam im usiąść i poczekać, bo najpierw musiałam posprzątać podłogę. To było najdłuższe mycie podłogi w moim życiu. Nigdy nie wyczyściłam tak dobrze podłogi. A zapewne oni nigdy tak długo nie czekali na piwo. Zrobiłam po złości i świnkowa familia też się zemściła na mnie. Zaczęli wyciągać serwetki z serwetnika , gnieść i rzucać na podłogę. Stwierdziłam jednak, że nie dam im tej satysfakcji i zaczęłam ich olewać czytając gazetę.
Jak zaczynałam swoją przygodę z kelnerstwem , bardzo przejmowałam się i przeżywałam zachowania ludzi. Teraz , naprawdę- Nic mnie nie zdziwi. Po ludziach można wszystkiego się spodziewać. Pamiętajcie, nie wszyscy ludzie są normalni jak my, Trzeba nauczyć się żyć z tym faktem.
Mam tyle sytuacji do opowiedzenia, ale , co za dużo to nie zdrowo.
Jest to jeden z takich zawodów, w których poznajesz ciekawe historie obcych ludzi.
Czasami łatwiej nam opowiedzieć o swoich problemach obcej osobie, prawda? Taka która Cię nie zna, nie będzie Cię oceniać. Po prostu się wygadać, coś opowiedzieć. Ja uwielbiam rozmawiać z ludźmi, słuchać ich i sama opowiadać. Chętnie zaczynam rozmowy z klientami, oni też się cieszą , że mogą sobie pogadać. Najwięcej kontaktu z ludźmi miałam, gdy pracowałam w pensjonacie w pewnej górskiej miejscowości. Rano obsługiwałam ich na śniadaniach, później wydawałam im obiado-kolacje. Z rana zawsze wszyscy mi opowiadali, gdzie idą, co będą później zwiedzać , czy im się podoba tu. Gdy wracali na obiadokolacje zawsze pamiętałam kto co mówił z rana. I zawsze pytałam jak się udała wycieczka, podróż. Niektórzy ludzie opowiadali mi swoje osobiste przeżycia, skąd przyjechali, co robią na co dzień. Ile mają dzieci. Na co chorują. Piękne było to, że jak szłam na wolne( 2 dni w tygodniu) to Ci ludzie życzyli mi udanego dnia i odpoczynku. A jak wracałam pytali co robiłam, czy odpoczęłam. Poznałam jedno świetne małżeństwo z córką. I to im opowiedziałam, dlaczego się zwalniam stąd, jakie mam plany na przyszłość. Na pożegnanie się przytuliliśmy i życzyliśmy sobie powodzenia,
Raz dostałam wizytówkę od pewnego pana , który mieszka w Stanach Zjednoczonych, mam zadzwonić do niego, jak będziemy z chłopakiem tam. Jedno starsze małżeństwo też zaprosiło mnie do siebie podając adres. Nie wszyscy ludzie są źli. Niektórzy są wręcz cudowni. I to dla nich się pracuje.
Kwestia zarobkowa i nieuczciwi pracodawcy.
Zależnie od tego ile się pracuje, tyle ma się wypłaty. Przeważnie jest to stawka od 6-10 zł na godzinę. Rzadko kiedy są zmiany a pracuje się od 8 do 15 godzin. Dochodzą jeszcze napiwki , jeśli nie zabiera Ci ich szefostwo . O takich przypadkach też słyszałam chociaż na szczęście sama nie doświadczyłam tego. Średnie napiwki , przy sporym ruchu to ok. 50 zł. Ale to też kwestia sporna bo czasami zdarzy się tak, że ktoś Ci zostawi 70 zł. Moja znajoma raz dostała 1000 zł napiwku. Ciężko to obliczyć. Napiwki też zależne są od standardu restauracji czy baru.
Trzeba uważać , bo pracodawcy często nie chcą dać umowy, każą siedzieć Ci po godzinach a do Twoich obowiązków ciągle dokładają coś nowego. Dlatego ważne jest, żeby już na wstępie określić warunki pracy. A gdy nie zostaną one spełnione, po prostu odejść. Ponieważ jest to ciężka praca, w której często traci się zdrowie. w ostatniej pracy miałam tylko zajmować się restauracją a zaczynać pracę od godziny 8.00 kończąc na 20.00. O żadnym sprzątaniu toalet nie było mowy. Czy o wychodzeniu przed 22. A tak było. Między innymi dlatego odeszłam. Pracowałam ponad 12 godzin sama przy dużym obłożeniu czekając na pozwolenie na zjedzenie jednego posiłku. Nie mówiąc już o tym, że często musiałam rzucić wszystko , zamówienia i obsługę knajpy, bo musiałam wprowadzić ludzi do hotelu i ich zarejestrować. Uważajmy, na nieuczciwych pracodawców. Mówmy głośno kiedy dzieje się coś złego. Nie dajmy się zmanipulować i walczmy o swoje. Bo często pracodawcy są gorsi od tych niedobrych klientów:))
Przez wiele lat pracowałam jako kelnerka w knajpach, hotelowych restauracjach i przy obsłudze dużych imprez. Nie jest to lekka i przyjemna praca, a biorąc pod uwagę fakt, że rzadko kiedy mogłam liczyć na umowę, wiedziałam, że jest to tylko sytuacja przejściowa. Najmilej wspominam pracę w jednym z gdyńskich hoteli - fajna ekipa, mili ludzie, przyjemne miejsce, dobre zarobki (jak na studentkę po pierwszym roku;)), a najgorzej pracę w zajeździe w sąsiedniej miejscowości, przy obsłudze wesel - szefowa płaciła psi grosz, oszukiwała z godzinami jak tylko mogła, odbierała nam paczki z ciastkami, które dostawaliśmy od Pary Młodej w podziękowaniu za obsługę itp. Ale nie ma co mówić, praca mi służyła - figurę miałam jak ta lala. ;)
OdpowiedzUsuńMasz wiele racji, w tym co piszesz. Bardzo przydatny blog :)
OdpowiedzUsuńhttp://gabstylee.blogspot.com/